Ale o co chodzi?



to mnie obchodzi...

Na życie każdego z nas składa się tak wiele aspektów. Jednocześnie, od tak wielu, jesteśmy odcięci. Jedni żyją polityką, mają potrzebę śledzenia zdarzeń, analizowania ich, aż po angażowanie ich w osobiste życie, a inni nawet nie oglądają telewizji, nie czytają gazet, nie mówiąc już o potrzebie wyrabiania sobie na ten temat poglądów, czy wyrażania opinii. Jednych z nas obchodzi  przede wszystkim stan posiadania, innych zaś rozwój duchowy. Czasem te różnice dotyczą nie tyle różnych ludzi, co tych samych ludzi, na różnych etapach życia. Różne spojrzenie na życie, zawód, pracę, czas wolny a nawet na sposób myślenia, działania czy styl życia. Mamy inne pomysły, plany, założenia a potem doświadczamy. I to doświadczanie też nas różni i kształtuje. I ono nie zawsze jest tym czego się spodziewamy czy oczekujemy. Miotamy się pomiędzy zdziwieniem a rozczarowaniem, aż wreszcie przychodzi spokój i akceptacja. Albo nie przychodzi i bierzemy się z życiem za bary. Każdy z nas ma inne doświadczenia, więc inaczej zostajemy przez nie ukształtowani. Niektórzy intensywnie szukają wrażeń, inni intensywnie szukają spokoju. Gna nas przez cykl życia niespożyta siła i choć podcina nam czasem nogi, to otrzepujemy się i brniemy dalej. Ale wszyscy potrzebujemy tego samego: wewnętrznego spokoju, miłości, spełnienia, pogodzenia się ze sobą samym i całym światem. Życia nie w ciągłym oczekiwaniu na coś, nie w planach,  pragnieniach ale życia tu i teraz. Bo przecież jutro, za miesiąc czy za rok też będzie dziś.

Do tego jednak potrzebujemy spełnienia pewnego warunku: SPÓJNOŚCI. Na ogół, bowiem żyjemy w swoistej ambiwalencji pomiędzy tym, czego sami chcemy i czujemy, a tym co nam się sugeruje, co obserwujemy, do czego nas się zmusza, czy od nas oczekuje. Nawet nasze marzenia potrzebują spójności. Wystarczy wyobrazić sobie jakieś marzenie, jeśli okoliczności w jakiś sposób z nim związane, pasują do niego, odczuwamy przyjemność, gdy coś zgrzyta, nie pasuje i niełatwo byłoby to przetransformować na przewidywalne, porzucamy całą wizję jako nierealną mrzonkę.

 I tak też jest w życiu. A, że rzadko dziś kto ma taką sytuację, w której maluje się idealny jak w reklamie obrazek, cudownie, wzajemnie uzupełniających się różnych sfer jego życia, to i nieszczęść wokół pełno i depresji. Jak zatem zespoić różne aspekty naszego życia, by poczuć, że są ze sobą spójne i wzajemnie się uzupełniają? Skoro zwykle jest tak, że jeśli czujemy się świetnie w pracy, jest ona twórcza, dochodowa i nas rozwija, to zazwyczaj cierpią na tym inne aspekty, rodzina czy czas wolny. Jeśli rozwijamy pasje, bądź celebrujemy życie rodzinne kłopoty finansowe niemal pewne. Możemy też wykonywać pracę sprzeczną z naszymi przekonaniami. A aspektów i niespójności pomiędzy nimi jest tak wiele. Charakter, osobowość, stan cywilny, czas wolny, pasje, miejsce zamieszkania, stan rodzinny, praca, pieniądze, przekonania, poglądy, zainteresowania, marzenia, jedzenie, plany, predyspozycje, uwarunkowania rodzinne, choroby, upodobania itd. Aż tyle. Jak to związać, zestroić, zharmonizować?

Warto zacząć od tego, by zwalniać a nawet się zatrzymywać. Posłuchać ciszy, pobyć z własnymi myślami, wsłuchać w wewnętrzny głos, który potrafi zignorować zakazy, nakazy, wpojone rytuały, mechanizmy, stereotypy. To co tam usłyszymy może nam się nie spodobać. Możemy tam bowiem znaleźć wewnętrzne dziecko, kruche i delikatne, pełne lęków, uwikłane w zepchnięte do podświadomości a nigdy nie odpuszczone  poczucie krzywdy, przeżytych traum, poczucia win. Zepchnęliśmy je głęboko chcąc za wszelką cenę dopasować się do świata w nadziei, że będzie nam lepiej, łatwiej i wygodniej. Ale wcale nie jest. Ono wciąż i uparcie z głębi domaga się uwagi. Przypomina o sobie i walczy. Nie o siebie, o nas, bo ono to my. Prawdziwi.


I tylko wtedy gdy je odkryjesz i przygarniesz, utulisz lęki, wybaczysz winy swoje i tobie zadane. Zaakceptujesz słabości. Dopiero wtedy można je wysłuchać. A ma do powiedzenia rzeczy ważniejsze niż te, które można wyczytać z najmądrzejszych ksiąg.  To nasze JA. Nasz głos, nasza intuicja. A kiedy ją odkryjesz warto za nią podążać. Nawet jeśli pcha ona nas w kierunku, który może początkowo wydawać się absurdalny i kompletnie niedopasowany do reszty. Początkowo można tylko zbierać odczucia, rejestrować. Niczego nie odrzucać. Przyjąć jak swoje, ugłaskać i odłożyć na półkę. Ale nie zapominać. I szukać dalej. Nie intensywnie poszukiwać. Raczej otworzyć się na nie. W poszczególnych kontekstach. Wyciszyć się, uspokoić. To przyjdzie. Bez wątpienia, łatwiej odczuwać to, co jest nam naprawdę bliskie. Naprawdę tożsame z nami. Łatwiej dotknąć, otrzeć się o sfery, które są dla nas ważne. Co, w tej chwili, w tym momencie, w tym stanie, myślenia, posiadania, w tym miejscu, z tymi wspomnieniami, z tymi ludźmi i w tych okolicznościach mnie kształtuje, wpływa na mnie, porusza mnie, interesuje. To co, mnie obchodzi.




CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Instagram