W poszukiwaniu najważniejszego


Tytuł posta zaczerpnęłam z przepięknej książki dla dzieci Janusza L. Wiśniewskiego, o podtytule "Bajka trochę naukowa". Kiedy wypożyczałam ją dla córki, bibliotekarka próbowała mnie powstrzymać ostrzegając, że rodzice oddają tę książkę zniesmaczeni i rozczarowani. To był wystarczający dla mnie powód, by nabrać pewności, że chcę ją córce przeczytać...

Było warto. Tak, jak warto było przez całe życie dotykać wszystkiego co niełatwe. Czy ty też zauważyłeś/aś, że wszystko, co wartościowe jest często wyszarpane od losu pazurami? Osiągane w pocie czoła, z koniecznością przełamywania własnych ograniczeń, często wychodzenia poza strefę komfortu? I nie zawsze przychodzi sukces a nawet powiedziałabym często nie przychodzi. Zresztą to już nieco zdewaluowane pojęcie, dziś większość ludzi raczej dąży się do osiągnięcia stanu równowagi niż jakiegoś spektakularnego sukcesu.

Spójność. Wiem uczepiłam się tego słowa jak rzep psiego ogona. Ale nie o słowo mi idzie. O pojęcie raczej. Gdzieś w środku, podświadomie zawsze tego szukałam. Dążenie do harmonii, czyż nie jest celem ludzkiej egzystencji? Idąc przez życie na różnych etapach wydaje się człowiekowi, że wie, co mu potrzeba, by ją osiągnąć. We wczesnej młodości chce się zmieniać świat, wierzy się w ideały i czuje moc. Gdyby ta energia nie musiała rozbijać się o rzeczywistość... Potem stuknąwszy rozmarzoną głową o mur przyziemności, stajemy się do bólu racjonalni, tracimy polot, wyobraźnię i radość. Biegniemy zaś ku karierze i/lub rodzinnej sielance w pięknym domu. A potem się budzimy...

Bo dzieci, najpierw rozdarte wniebogłosy, wysysają z nas całą energię i tylko przykłady innych, którzy to przeżyli powstrzymuje przed wywieszeniem białej flagi. To nic, że przed nami strach o stopnie w szkole, narkotyki czy przedwczesną ciążę. Damy radę, w końcu wszyscy jakoś dają. Tylko ten dom na kredyt, tak daleki jeszcze do spłaty a wciąż pusty stoi, bo wszyscy gonią i coraz trudniej zebrać wszystkich i się nim nacieszyć.


Czy się go zatem ma czy też nie, czy się jest utyranym po łokcie w pieluchach, czy przeszukuje kieszenie latorośli lub w oddechu winy szuka, czy tęskni okrutnie za rodzicielstwem niedoświadczonym na własnej skórze, czy racjonalizuje niechęć do niego wygodą, czy żałuje lat spędzonych z partnerem dalekim od ideału, czy samotnie wieczory spędza - zawsze ale to zawsze czujemy niedosyt w jakiejś dziedzinie, jakiś brak, nierównowagę. Czy zatem harmonia w ogóle jest możliwa?

Tak. Chwilami. Chwilami czujesz, że to jest to. Że nie chcesz niczego innego. Że to twoje wybory, słuszne, racjonalne a nawet, gdy nie do końca twoje, to ułożyły wszystko w gruncie rzeczy po twojej myśli. Szkoda, że to trwa tak krótko. Że nie da się tak cały czas myśleć, tak odczuwać. Ten spokój jest nie do przecenienia. Jeśli tak wygląda niebo to mogę się pakować choćby dziś. Ale z wiekiem przychodzi coś jeszcze. O ironio znów szukamy w sobie dziecka. Przestajemy być tak śmiertelnie poważni, mamy więcej dystansu. Myślimy po co to wszystko? Jeśli jesteś gnostykiem i wszystko sprowadzasz do nauki to wcale nie mniej dręczy cię to pytanie. Jeśli masz swoją wiarę, najpewniej wcale nie udziela ci ona pełnych odpowiedzi. I nagle zaczynamy rozumieć. Pojawia się jakby iskierka czegoś. Domniemanie. Jakby życie odkrywało przed nami rąbek tajemnicy. Możemy zadowolić się tym rąbkiem, możemy kopać głębiej. Otwierać się na mniej racjonalne aspekty. Bo skoro logika i racjonalizm nie dają odpowiedzi a pytania wciąż dręczą, to szuka się przynajmniej drobnych, chwilowych ucieczek od nich albo wpada się jakąś napotkaną ideę po uszy, by trwać w niej nieprzerwanie lub pomachać jej łapką na pożegnanie, gdy się ockniesz, że ci już z nią nie po drodze.

I ja szukam. Szukam w miejscach, do których nie przyszłoby mi kiedyś do głowy, zaglądać. Widzę ludzi totalnie oddanych w temacie. Sprawiają wrażenie jakby idea zawładnęła nimi zupełnie a pozostałe aspekty umieli wpasować w jej reguły. I trochę jakby żyli już w innej rzeczywistości. Jakby pod nią dało się podciągnąć wiarę, pracę, partnera, rodzinę, przyjaciół i psa ;) Ach zatopić się w czymś bez reszty. Dlaczego nie wszyscy to potrafią? Odrzucasz wszystkie stare schematy, budujesz nowe i jeszcze zespajasz z wszystkim co dawne ale ważne dla ciebie. Ale ale. Nic nie pozostaje bez wpływu. Posmakowawszy trudno zupełnie to wszystko zignorować. Niemniej pogodzić też nie sposób. Postanowiłam więc małymi krokami, zmianami wędrować ku różnorodności z nadzieją, że któraś mnie wciągnie na dobre lub uda mi się stworzyć własną koncepcję.

Jeśli i ty jesteś na zakręcie zachęcam do zrobienia ze mną małych kroków w nieznane lub towarzyszenia mi w tej drodze. Będzie raźniej. Przytulam wszystkie zbłąkane dusze. Amen.




CONVERSATION

2 komentarze:

Instagram